wieczorem, zgasiliśmy światło, i położyliśmy się spać, jak to zazwyczaj bywa. wtem! ocknęła się jakaś spóźniona zaspana mucha, i zaczęła bzyczeć, ale tak - że nie dało się tego wytrzymać.
- popierdoliło ją chyba..? - mruknęłam, już wpadając w czułe objęcia Morfeusza.
- nooo.... - dodał Luby.
a mucha słysząc to zaczęła bzyczeć jeszcze głośniej i jeszcze częściej. grrrr.
wstałam. zlokalizowałam gadzinę. nie chciała dać się wyrzucić za okno po dobroci - trudno. rozpoczęłam polowanie (siedziała na firance). po krótkiej chwili - trzask.
- co, upolowałaś? - zapytał Luby.
- taaaak - odparłam, sprawdziwszy czy aby na pewno udało mi się przerobić owada na naleśnik.
- jesteś lepsza niż kot - odrzekł Luby z cieniem dumy w głosie.
- hę? - inteligentnie zapytałam.
- no lepsza, lepsza. kot by przy okazji firankę pewnie zerwał, a nie tylko muchę upolował.
yay. jestem lepsza niż kot ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz